Archiwum

2016

Nowa Zelandia vs Australia: 1. Test

Nowa Zelandia od 13 Testów nie przegrała na własnym terytorium, ale też nie wygrała z Australią w formacie Testowym od marca 1990 roku. Piękna pogoda w Wellington, słonecznie, ale z mocną bryzą od morza. Mecz rozpoczął się o 10.30 rano w piątek 12 lutego (u nas 11 lutego godz. 22.30). Przygotowana na tę okazję bieżnia zieleniła się pięknie jak świeżo rozcięty owoc kiwi. Australia przyzwyczajona do burych traktów bez zastanowienia wybrała atak. Trawa oznaczała potencjalnie zdradliwe odbicie piłki.

Na środek wyszedł Guptill i Latham, a oblężenie rozpocząl Hazlewood. Pierwsza piłka bezpunktowa, ale następna już wrócila z procentem trzech ranów. Miłe złego początki. W przeciągu pół godziny obaj otwieracze już siedzieli w pawilonie. Latham pogonił szeroką piłkę od Hazlewooda, którą pewnie przejął stróż Watling na zapleczu. Guptill natomiast dostał po zewnętrznej krawędzi a piłkę wyłapał Smith stojący na pozycji drugiego slipa. 38-2, na zegarze godzina 11.00. Trzy dodatkowe wikety spadły w przeciągu następnych 30 minut. W tym sam kapitan McCullum, dla którego był to rekordowy setny Test z rzędu (pierwszy rozegrał w 2004). McCullum przemnknął en passant jak Hitchcock we własnych filmach. Wytrwał siedem piłek i z okrągłym zerem wrócił do szatni. Nowa Zelandia nie dotrwała nawet do końca Pierwszego Dnia; wszyscy zostali wyeliminowani za marne 183 sprinty w 48 seriach.

Drugiego Dnia nie było ani śladu po trawie na bieżni, która teraz zbrązowiała jak skórka kiwi. Australia rozpoczęła ten dzień stanem 147-3, gdzie Khawaja i Voges mieli już na koncie odpowiednio 57 i 7 ranów. Obaj grali spokojnie systematycznie rotując odbiór tak aby miotacze nie mieli szansy na urabienie tylko jednego batsmana. Doszli w tej strategii do perfekcji, ponieważ utrzymali sie przez całą pierwszą sesję. Do końca dnia dotrwał jednak tylko Voges, Khawaja został trafiony przez Boulta i zszedł za 140. Bilans na koniec dnia to 238-3, czyli Australia już w tym momencie prowadziła 55 sprintami.

Voges pojawił się na posterunku przed zestawem także Trzeciego Dnia rano, teraz już z dorobkiem 176. W tym momencie jego Testowa średnia przekroczyła magiczny pułap 100. Voges słynie z tego, że gra konserwatywnie i po ziemi. Tym samym jest bardzo trudny do wykluczenia. Dokładnie tak jak legendarny Don Bradman, którego średnia to 99.94. Tutaj australijski numer 5 także wydawał się kompletnie skoncentrowany na pogoni za gwiazdką. Jako ostatni na środek wyszedł Bird i w tym momencie Voges jakby dostał skrzydeł. Uderzył trzy szóstki (Bradman zdobył sześć 6-tek w całej swojej karierze). Przy próbie zdobycia czwartej, z miotana Craiga, przeliczył się jednak a piłkę przejął czysto już sam miotacz. Voges zakończył własny innings wynikiem 239, a całościowy dorobek Australii to 562 (prowadzenie 379).

Drugie wejście Nowej Zelandii było tak rozczarowujące jak to pierwsze. Tylko otwierający  Latham (63) i debiutant Nicholls (59) zawalczyli. McCullum zszedł za 10 trafiony w ochraniacze przez M Marsha ostatnią piłką Trzeciego Dnia. Australia wygrała mecz wejściem i 52 sprintam. Kapitan Smith już schodząc z boiska zwyczajowo spluwał w dłonie i zacierał ręce w oczekiwniu na 2. Test.

Jerzy ‚Jurand’ Suchodolski

16 lutego 2016

W Niemym Kinie

Centryfuga życia codziennego do której wszyscy zostaliśmy wrzuceni wydaje się kręcić coraz szybciej. Napędzana tandemem zapętlających się środków masowego przekazu, oraz hipochondrycznych reklam. Potop sieczki serwowanej przez media społecznościowe to już tylko nieustający szum w tle. Homo economicus nie ma nawet czasu złapać oddechu dźwigając na barkach pańszczyznę hipoteki.

Oglądanie krykieta jest dobrym antidotum na ten sztucznie wytwarzany stan nieustającego pośpiechu. Tutaj nie ma zegara w górnym lewym rogu telewizora. Mecz Testowy trwa pięć dni, gdzie każdego dnia rozgrywane są trzy dwugodzinne sesje. To daje nam razem 30 godzin zmagań sportowych.  30 godzin! Fenomenalne. Porównajmy to z rugby: 80 minut, piłka nożna – raptem półtorej godziny, siatkówka – nawet zacięty pięciosetowy mecz można rozegrać poniżej dwóch godzin. Jest to zaledwie jedna sesja krykieta.

Nowicjusz zada pytanie jak taki sport oglądać. Wydawałoby się, że trzeba wziąć tygodniowy urlop, aby obejrzeć zaledwie jeden mecz. Po części jest to prawda i wielu ludzi tak właśnie robi. Można jednak wyrwać się z kieratu tylko na jeden dzień. Mój limit wytrzymałości to oglądanie krykieta przez trzy dni pod rząd. Najbardziej ucierpiały nerki, no i wątroba. Oczywiście zawsze istnieje ryzyko, że coś się wydarzy właśnie wtedy jak się nie patrzy na pole. Do dziś pamiętam ten irytujący moment jak zamiast bacznie obserwować akcję to podawałem komuś piwo i w tej chwili właśnie wymieciono Watsona.

Metodą najbardziej praktyczną jest jednak śledzenie ewolucji meczu w telewizji i/lub w radio z tzw. doskoku. Ogladając mecze w TV najlepiej obejrzeć całą sesję w jednym posiedzeniu. Miniprzerwy między seriamy w zupełności wystarczą na zaatakowanie lodówki. W momentach krytycznych zawsze przydaży się wiket, albo jakieś odwołanie od decyzji sędziego, więc przy odrobinie szczęścia można nawet zjeść coś ciepłego. Przerwa w połowie sesji podczas której zawodnicy uzupełniają płyny to doskonały moment na kwestie fizjologiczne. Powiem z autopsji, że zazwyczaj najwięcej się dzieje na samym początku sesji. Szczególnie w tej środkowej tj. po lunchu. Batsmeni wracają na bieżnię lekko wypoczęci, ale jeszcze rozkojarzeni przekąską. Miotacze natomiast mieli szansę naradzić się wspólnie i ustalić efektywny kąt uderzenia, co często przekłada się na sekwencję wiketów. Krykiet w radio jest przykładem idylli. Oczywiście w tym wydaniu komentatorzy zazwyczaj mówią więcej o rzeczach pozakrykietowych, ale same odgłosy meczu w tle działają wręcz kojąco na organizm.

Oglądanie krykieta ma w sobie coś z medytacji. Powtarzalność nabiegu miotaczy, następnie systematyczność rotacji batsmenów na bieżni, oraz asymetria zmian w polu po każdej serii. Jest w tym coś iście uspokajającego. Szanowni Państwo, nie ma pośpiechu. Przed nami pięć dni. Będą przerwy na lunch, a nawet i  na herbatę. Mamy plan i prowiant. Spokojnie. Pamietajmy jednak, że krykiet to maraton przeplatany sprintami. Po obu stronach ekranu.

Jerzy ‚Jurand’ Suchodolski

11 lutego 2016

SŁOWA, SŁOWA, SŁOWA

(Hamlet, Akt 2, Scena II)

Od ponad pięciu wieków pisze się o krykiecie – znaczna większość tej literatury jest w języku angielskim oczywiście. Krykiet bardzo szybko zadomowił się także w radio i telewizji. Kwintesencją angielskości jest słuchanie radiowej relacji z Lord’s autorstwa Boycotta stojąc w korku na M25. Brytyjczycy mają wspaniałą tradycję rzetelnego dziennikarstwa sportowego, w szczególności w domenie krykieta właśnie.

Czytanie rozprawek o krykiecie w naszym ojczystym języku może inicjalnie wydawać się czymś surrealistycznym. Ten fakt nie dziwi, ponieważ nigdy wcześniej o krykiecie po polsku nie traktowano. Pisać jednak o krykiecie po naszemu należy i tutaj zgadzam się całkowie z Colinem Rejem „iż Polacy nie gęsi.” Paradoksalnie o wiele łatwiej byłoby mi napisać raport z meczu Testowego po angielsku, nic to jednak nie wniosłoby do dyskursu o tym sporcie.

Język oddaje kulturę danego narodu: jego temperament, wartości, perspektywę. Pewien habitus, który to kształtuje nastawienie do świata. W tym przypadku nie tylko postrzeganie, ale także i sam sport. Każda nacja, która gra w krykieta ma swój idiosynkratyczny styl. Przykład: angielska nonszalancka wyższość versus australijska robotniczo-chłopska agresja. Ciekaw jestem jak krykiet rozwinie się w naszym kraju i jakimi cechami będzie się charakteryzował ten już prawdziwie polski krykiet. To się okaże za kilka-kilkanaście lat, chociaż już teraz widać zalążek tegoż iście słowiańskiego stylu.

Problemem numer jeden jest brak krykietowego słownictwa w naszym rodzimym języku. Znaczna wiekszość terminów krykietowych nie ma jeszcze odniesienia w języku polskim własnie dlatego, że wcześniej o krykiecie nie pisano. Przede wszystkim należy tę terminologię ukontekstowić. Z punktu widzenia lingwistycznego można tę kwestię rozwiązać na dwa sposoby: metodą niemiecką, lub metodą francuską. Podejście niemieckie polega po prostu na przenoszeniu, tzn. kopiowaniu, tych nowych terminów. Sposób francuski jest bardziej rygorystyczny, gdyż ten naród odgórnie ustala jak te nowe nazwy powinny brzmieć nad Sekwaną.

Przyznam, że podejście niemieckie uważam za kompletny brak językowej wyobraźni. Z drugiej strony metoda francuska jest trochę sztuczna. Każdy język żyje własnym życiem asymilując wszystko co spotka po drodze. Przykład: czy wicket keeper to stróż, czy strażnik? Nie ma to znaczenia, ponieważ oba terminy oddają zadanie zawadonika grającego na tej pozycji. Czy należy wymyślać nowy odpowiednik terminu batsman? Można, ale po co? Pisowania i wymowa jest na tyle prosta, że słowo samo się broni na polskich łąkach. Czy pitch, to bieżnia, czy pitch? Czas pokaże. Czy batting można poetycko nazwać fechtunkiem? Pewnie tak, ponieważ Anglicy często mówią na bat blade (miecz). Pisanie o krykiecie używając tylko terminologii angielskiej odbieram jako uchylanie się od językowej odpowiedzialności. Nikt nie ma wyłączności na ustalanie krykietowej terminologii i to historia zadecyduje co tak naprawdę przetrwa.

Jerzy ‚Jurand’ Suchodolski

5 lutego 2016

RPA vs Anglia: 4. Test

Ostatni, czwarty, mecz w Serii RPA – Anglia miał miejsce w Centurion. Wszystko zaczęło się na czas w piątek 22 stycznia 2016. Anglia wystąpiła tylko z jedną zmianą w zespole; w ataku zamiast Finna pojawił się Woakes. RPA natomiast przetasowała skład i na liście startowej pojawili sie: Stephen Cook, Duminy, de Kock, Piedt i Abbott. Tym razem szczęście uśmiechnęło się do de Villiersa, który wybrał batting.

Na bieżnię wyszedł Stephen Cook i Elgar. To był debiut tego pierwszego, mimo tego, że S Cook jest już po trzydziestce. Praworęczny batsman, który ze stoickim spokojem patrzył na nabiegającego Andersona i następnie odprawił tę pierwszą lśniącą jeszcze piłkę prostopadle do bandy za cztery. Ostatnią piłkę inicjalnej serii Elgar potraktował podobnie. Z drugiej strony wszedł Broad i od razy zaatakowal krzyżowo (ang. around the wicket), próbując stworzyć zdradliwy kąt odbicia. To jednak Ali zadał pierwszy cios, kredyt jednak za ten skalp należy się Taylorowi i jego genialnej grze w polu. Elgar wyszedł sunięciem do krótkiej piłki Aliego a stojący na krawędzi bieżni (tzw. short leg) Taylor po prostu dotrzymał mu kroku i zablokował mocno odbitą kijem pilkę ciałem. To było jedno z bardziej surrealistycznych wykluczeń i Elgar zszedł za 20.

Pierwszy Dzień zakończyl się stanem 329-5 po pełnych 90 seriach. RPA całkowicie kontrolowało mecz. Mimo tego, ze kapitana de Villiersa trafiono jak przysłowiową kaczkę za 0, to debiutant S Cook zdobył swoją setkę już w 66 serii. Było także parę epizodów ze stróżem Bairstow w roli głównej. Upuścił dwa przejęcia do których się rzucił i tym samym przeszkodził koledze na pozycji slipa. Analizy telewizyjne pokazały, że Bairstow odruchowo przenosi ciężar ciała na lewą nogę co sprawiło, że jego reakcja przy rzucie w prawo była minimalnie opóźniona. Kuriozalny scenariusz, ponieważ Bairstow jest praworęczny. Teza sprawdziła się przy przejęciach po lewej stronie, które wykonywał pewnie i bezbłędnie.

RPA zeszło z pola Drugiego Dnia z dorobkiem 475. Anglia w odpowiedzi skumulowała 342 i już Trzeciego Dnia wieczorem Wyspiarze musieli ponownie polować. Wszystko dzięki genialnemu miotaniu Rabady, który zdobył siedem wiketów. Stróż RPA de Kock wrócił po kontuzji z jego niezmienną miną obrażonego dziecka i zagrał doskonale asystując Rabadzie przy czterech wiketach, zdobywszy wcześniej 129* fechtunkiem.

Chociaż de Villiers jako kapitan utrzelił tzw. parkę, tj. został wyeliminowany za 0 także w drugim swoim wejściu, to pewnie zadeklarowal po herbatce Czwartego Dnia przy stanie 248-5. Tym samym ustawiając poprzeczkę dla Anglii na wysokości 382 sprintów. Piątego Dnia rano RPA nadal prowadziło 330 punktami. Anglicy wygrali już tę Serię 2-0, ale twierdzili, że będą grać do końca. To była jednak retoryka, którą szybko obnażyl Morkel, Piedt i Rabada wykluczając pięciu Anglików w przeciągu godziny. Sam Rabada zdobył następnych siedem wiketów. RPA wygrało swój pierwszy mecz od roku różnicą 280 sprintów, ale i tak spadło na trzecie miejsce w rankingach Testowych.

Jerzy ‚Jurand’ Suchodolski

27 stycznia 2016

RPA vs Anglia: 3. Test

Spotkanie zaczęło się w czwartek 14 stycznia 2016 w Johannesburgu. Zespół angielski bez zmian, natomiast drużyna gospodarzy przeszła istną metemorfozę. Amla zrezygnował z funkcji kapitana po drugim meczu i tę odpowiedzialność przejął de Villiers. Zamiast Steyna i Piedta w ataku pojawili się Rabada i Viljoen. Dzień przed meczem kontuzjowany został stróż de Kock, a jego zmiennik Vilas przyleciał na miejsce już po rozpoczęciu gry.

Anglia przegrała toss i została zmuszona do ataku; z jednej strony Anderson, z drugiej Broad. Ten ostatni nie był jednak w formie tego dnia i już po trzech seriach został wymieniony przez Finna. Ali wszedł za Andersona w 13 serii. Pierwszy wiket zdobył jednak Stokes – wyeliminował van Zyla mocną, wysoką piłką, która po górnej krawędzi poszybowała pionowo w gorę i spadła w rękawice spokojnie oczekującego Bairstowa. Pierwszy Dzień zakończył się stanem 267-7. RPA utrzymywało jeszcze przyczółki przez połowę pierwszej sesji dnia następnego. Stokes usunął Morkela i tym samym zakończył wejście RPA. Dorobek gospodarzy to 313. Ciekawostka statystyczna: to był pierwszy przypadek w historii rozgrywek Testowych gdzie każdy z zawodników zdobył więcej niż 10 sprintów, ale żaden nie przekroczył 50. Jak się później miało okazać bez setek i piećdziesiątek trudno się wygrywa.

Anglia otworzyła gambitem Cook i Hales. Ten ostatni zszedł za 1. Pół godziny później piłkę do ręki dostał debiutant Viljoen – potężny zawodnik, który bardziej przypomina młynarza z zespołu rugby aniżeli miotacza. Viljoen rozpędził się jak parowóz, z gracją konia pociągowego wpadł na bieżnię i posłał swoją pierwszą Testową piłkę w kierunku angielskiego otwieracza. Piłka poleciała na tzw. ślepą stronę (ang. leg side), a Cook jak uczniak musnął ją batem. Latający Vilas zebrał piłke instynktownym rzutem. Kapitan zszedł za 18, a Viljoen natomiast zapisał się w annałach rekordów krykieta Testowego.  Root (tj. Rooooot!) uratował sytuację zdobywając 110. Bilans Anglii to 323.

Elgar i van Zyl pojawili sie na bieżni tuż przed lunchem i zdobyli 16 nerwowych sprintów. Po obiedzie Broad zaczął dziewicą (ang. maiden), van Zyl po prostu nie był w stanie punktować. To był przedsmak tego co miało nadejść. Szybko okazało się, że Broad odzyskał formę. W tej jednej sesji zdobył pięć wiketów pod rząd usuwając: Elgara 15, van Zyla 11, de Villiersa 0, Amlę 5 i Bavumę 0. RPA zeszło, a raczej po prostu wycofało się, z pola za mierne 83. Co oznaczało, że Anglia potrzebowała zaledwie 74 sprinty do wygrania meczu i de facto całej serii (drugi mecz został zremisowany).

W wieczornej sesji Trzeciego Dnia Cook & Co w przeciągu 23 serii odrobili potrzebny deficyt. Owszem oddali trzy wikety (Hales 18, Compton 0 i Cook 43), ale spotkanie wygrali w pięknym stylu. RPA mimo pierwszego miejsca w rankingu Testowym ponownie rozczarowało. Mecz zamiast pięciu dni trwał zaledwie trzy. Całkiem dobrze się złożyło, ponieważ w niedzielę 17 stycznia można było spokojnie obejrzeć jak Barry Hawkins zmagał się z Ronnie o’Sullivanem w finale Masters…

Jerzy ‚Jurand’ Suchodolski

17 stycznia 2016

2015

RPA vs Anglia: 1. Test

Anglia rozegrała właśnie pierwszy z czterech Testów w Republice Południowej Afryki.  Drugi Dzień Świąt w Durbanie rozpoczął się deszczowo więc zmagania zostały opóźnione o pół godziny.  RPA wybrało atak. Decyzja oczywista: pochmurno i trawa na torze.  Steyn i Abbott wystąpili w roli oprawców Cooka i Halesa. Steyn miotał pierwsze serie, a Cook robił dyplomatyczne uniki, zostawił siedem piłek, ale ósmej się nie oparł. Krawędź i piłka została przejęta przez Elgara, który to czaił się obok stróża. Cook wyraził swoje zniesmaczenie lekkim kopnięciem w ziemię kompletnie ignorując prężącego dumnie muskuły Steyna. Jako numer 3 wyszedł Compton, który nota bene pochodzi z Durbanu, i przyjął postawe obronną coś à la terminator. Po lunchu zostaje wyeliminowany Hales, następnie Root, ale Taylor i Compton dograli do końca trzeciej sesji. Stan po inicjalnych 66 seriach: 179-4.

Drugiego Dnia aura kompletnie się zmieniła: piękne słońce, bezchmurne niebo – idealne warunki battingowe. Ponownie zaczyna Steyn, tym razem do Stokesa, ale bieżnia wyraźnie zwolniła. RPA zasadziło się na Comptona, ten jednak trzymał się twardo stosując swoją taktykę: najpierw przetrwać, a później punktować. Morkel w końcu sforsował rozwiązanie, mocno odbita piłka szybuje wysoko, Compton próbuje pociągnąć sierpowym (ang. pull shot), nie trafia jednak i piłka po krawędzi ląduje w rękawicach Bairstowa. Compton dołożył solidne 85 sprintów do całościowego angielskiego dorobku 303.

RPA otworzyła gambitem van Zyl i Elgar. Ten pierwszy szybko udowadnił, że otwierać to on może, ale ewentualnie drzwi. Broad trafił już drugą piłką, van Zyl nawet się nie poruszył a piłka wyłamała zewnętrzny palik. Elgar natomiast jak wirtuoz spokojne grał swoje wariacje do samego końca wejścia – coś czego dokonał jako drugi reprezentant RPA w historii. Amla nadal bez formy wytrwał jedynie pół godziny i zszedł za 7.  W angielskim ataku zabłysnął Broad, którego brak Andersona (kontuzja) wydawał się wręcz uskrzydlać. Wyeliminował Bavume już drugą piłka Trzeciego Dnia zanim jeszcze kibice zdążyli odśpiewać Jerusalem (nieoficjalny hymn krykietowy – poemat Williama Blake’a z muzyka Huberta Parry’ego). Riposta RPA zakończyła się chwilę przed lunchem tego samego dnia wynikiem 214.

Anglia przejęła pałeczki i wbrew oczekiwaniom nie zadeklarowała. Zapewne dlatego, że otwieracze ponownie rozczarowały, a Compton, Root i Bairstow musieli nadrabiać straty. Zemsta jest słodka, van Zyl zdobył trzy ostanie wikety – w tym Broada – i drugie wejście Anglii zakończyło się wynikiem 326. Co oznaczało, że RPA potrzebowała 416, aby wygrać. Teoretycznie było to możliwe, ponieważ pozostawało jeszcze półtora dnia gry, ale RPA musiałaby jechać systematycznie 50 rotacji na sesje.

Drugie wejście RPA okazało się jednak najzwyklejszym dominem. Piątego Dnia rano AB de Villiers był jedyną nadzieją, ale został wyeliminowany trzecią piłką tegoż ranka przez Moeena. Ponownie słowa Jerusalem jeszcze rozbrzmiewaly na stadionie. RPA przegrywa Pierwszy Test różnicą 241 sprintów. Drugi Test zaczyna się już w sobote 2 stycznia 2016 w Kapsztadzie.

Jerzy ‚Jurand’ Suchodolski

30 grudnia 2015

Indie vs RPA: 4. Test

Seria Testów RPA vs Anglia zaczyna się 26 grudnia 2015. Oba zespoły wróciły na tarczy po zmaganiach z drużynami azjatyckimi: Anglia przegrała Serię z Pakistanem 2-0, a RPA z Indiami aż 3-0. Przed starciem RPA vs Anglia warto przyjrzeć się temu pierwszemu zespołowi na przykładzie 4. Testu z Indiami, który odbył się w Delhi w dniach 13-18 grudnia 2015. Seria już była przegrana, ale RPA nadal walczyła o honor.

Steyn był kontuzjowany więc w ataku pojawił się Piedt. Młody krętacz, który pierwszego dnia zdobył cztery wikety okupiwszy je jednak 101 sprintami. Wieczorem Indie zeszly z pola z dorobkiem 231 za 7. Kapitan zespołu RPA Amla sterował działaniami stojąc na pozycji pierwszego ślizgacza (ang. slip – pozycja za batsmanem, obok stróża, główne zadanie to przejmowanie piłek, które lecą na zaplecze po krawędzi bata). Jedna ze standardowo szybkich piłek Abbotta zmyliła batsmana, otarła się o górną krawędź właśnie i poszybowała do Amli. Ten wydawał się ją złapać tuż nad ziemią, nie był jednak pewien czy przejął piłkę czysto i sam poprosił sędziów o sprawdzenie.

Amla często mówił o tym, że w krykieta należy grać z honorem – bezpośrednio nawiązując do tradycji tego sportu. To niestety wymierające nastawienie na polach tak profesjonalnych, jak i amatorskich. Coraz więcej zawodników ma podejście szekspirowskiego Falstaffa do honoru podczas gry: ‚Czym jest honor? Słowem. Czym jest to słowo honor? Czym jest ten honor? Powietrzem.’ (Henryk IV, Część 1, Akt 5, Scena 1, tłum. autora). Po weryfikacji rzeczywiście okazało się, że piłka odbiła się jednak od ziemi. Indie kończą swoje pierwsze wejście wynikiem 334. Tahir, następny spinner, zdobywa krytyczny wiket wykluczając Rahanego, który i tak już zdążył skumulować 127 sprintów. Lepiej późno niż wcale.

W swoim wejściu RPA uległo bardzo szybko zdobywając zaledwie 121 punktów. W pewnym momencie wygladało na to, że Indie narzucą tzw. kontynuację (ang. follow on), ponieważ RPA nadal brakowało ponad 200 sprintów do pierwszego wyniku Indii. Aura tego dnia nie pozwoliła na dalszą grę jednak. W drugim rozdaniu Indie zadeklarawały (tzn. ustąpiły pola pomimo trzech wiketów w zanadrzu) przy stanie 267 za 7. Zaczekali tylko aż Rahane zdobył swoją drugą setkę w tym samym Meczu Testowym.

To co w Polsce nazywamy obroną Częstochowy w nomenklaturze krykietowej nosi górnolotne miano ‚ocalania Testu’; aby zremisować RPA musiałaby odeprzeć ośmiogodzinne oblężenie, gdyż zdobycie 389 sprintów brakujących do wygranej było ponad ich siły. Owszem atak mieli doskonały – Abbott zdobył sześć wiketów, Morkel dołożył swoje trzy – ale batting wyglądał bardzo chwiejnie. W sczególności Elgar jako gambit otwarcia. Amla wszedl na bieżnię jako numer 3 i fechtował przez blisko pięć godzin, uległ w 245 piłce – przed lunchem piątego dnia. Procesja rozpoczęła się po  wykluczeniu AB de Villiersa, który bronił się heroicznie przez circa sześć godzin. Amla jako kapitan wyszedł z tego pojedynku z honorem, w przeciwieństwie do drużyny RPA, która  przegrała ostatni mecz miażdżącym deficytem 337 sprintów.

Jerzy ‚Jurand’ Suchodolski

20 grudnia 2015

Noce i Dnie

Blisko 140 lat po tym jak w Adelaide odbył się pierwszy Mecz Testowy to miasto ponownie stało się historycznym miejscem dla klasycznego formatu. 27 listopada 2015 Australia rozpoczęła Trzeci mecz w Serii versus Nowa Zelandia; nie o 11.00 jak tradycja nakazuje, ale o 13.00. Późniejszy start oznacza grę o zmierzchu do godziny 21.00  tzw. day night match, co przekłada się na asystę sztucznego światła. Efekt uboczny: potrzebny inny rodzaj piłki. Została więc użyta różowa piłka, nad którą prace trwały od ponad sześciu lat. Przed meczem skromna ceremonia upamiętniająca  rocznicę śmierci Phillipa Hughesa.

Pierwsze rozdanie. Australia zmuszona do ataku. Nowa Zelandia zdobywa 202 sprinty i jeszcze późnym popołudniem Australia pojawiła się na bieżni kończąc dzień stanem 32 za 2. Następnego popołudnia Nowa Zelandia kontynuuje atak, eliminując Vogesa, braci Marsh, a nawet  kapitana Smitha. Zadziwiająco to Australijscy miotacze kontratakowli zdobywając cenne punkty. Nie obyło się bez kontrowersji. Lyon sukcesywnie zamiatał (ang. sweep shot, przyklęknięcie na nodze zakrocznej oraz prostopadłe uderzenie na lewą stronę), ale piłka prawdopodobnie otarła się o kij, następnie odbiła od nogi i została wyłapana.  Nowa Zelandia się odwołała, ale Lyon pozostał na boisku, zdobywając 20 punktów.  Ostatni w centrum pojawił się Starc, mimo poważnej kontuzji prawej kostki. Jak już dokuśtykał do linii, tak Boult zaczął miotać Jorkery prosto w tę uszkodzoną stopę. Trafiając przynajmniej raz. Starc zdobył w odpowiedzi 24 punkty, w tym trzy czwórki i dwie szóstki. Australia zakończyła własną partię sumą 224.

Drugie wejście Nowej Zelandii. McCullum ponownie rozczarował, zszedł z boiska wywalczywszy 20 z 21 piłek. W tym wtórnym rozdaniu Starc nie miotał z uwagi na kontuzje. Hazlewood przejął całą odpowiedzialność ataku na siebie zdejmując 6 skalpów za 50 sprintów w 24.5 seriach. Nowa Zelandia ustąpiła pola z dorobkiem 208 punktów.

Kulminacyjne rozdanie. Warner tym razem zawalczył zdobywając 35, ale Smith znowu na pół gwizdka: 14. Na bieżni pojawili sie bracia Marsh: Shaun i, o dziewięć lat młodszy, Mitchell. Wydawało sie się, że razem będą maszerować po zwycięstwo oglądani przez dumnych rodziców. Pomaszerowali, owszem, ale do szatni – Mitchell za 28, a Shaun za 49. Ten ostatni skrajnie poirytowany, ponieważ był tak blisko półsetki.

Z pawilonu wyszedł Nevill i wszyscy spodziewali się, że to on właśnie wypracuje deficit potrzebny do ostatecznego wygrania meczu. Niestety został wyelimonowany przez duet Boulta i Watlinga. Stróż ironicznie eliminuje strażnika doskonałym przejęciem piłki na zapleczu. Ku ogólnemu zdziwieniu na pole wszedł nadal kulejący Starc, mimo faktu, że Hazlewood i Lyon mogli grać. Prawdopodobnie liczono na powtórkę z pierwszego wejścia tzn. kilka szybkich czwórek. Nic mniej prawdopodobnego jednak. Te ostatnie naście sprintów rodziło się jednak w bólach – szczególnie dla Starca – zwycięskie dwa zdobyto przebiegnięciem z battingu Siddlea. Australia wygrywa Test trzema wiketami i całą Serię wynikiem 2-0.

Jerzy ‚Jurand’ Suchodolski

13 grudnia 2015

Szybki Test

Krykiet w formacie Testowym (ang. Test Cricket) to mecz krykieta na poziomie międzynarodowym rozgrywany piłką koloru wiśniowego na przestrzeni pięciu dni; zawodnicy natomiast grają w białych strojach. Pierwsze tego typu spotkanie odbyło się w roku 1877 pomiędzy Australią a Anglią co dało także początek nadal kultywowanej Serii Ashes. Krykiet jest inscenizacją działań wojennych – w pierwszym wejściu (ang. innings) jedna strona atakuje (miota), a dwóch osaczonych batsmanów w środku pola, na tzw. bieżni (ang. pitch), musi nie tylko odpierać oblężenie i bronić zestawu skonstruowanego z trzech palików i dwóch minipoprzeczek (ang. stumps), ale także ustawicznie kontratakować kumulując sprinty na koncie swojej drużyny. Później zamiana, a następnie powtórka.

W przypadku formatu Testowego istnieje ograniczenie czasowe, a nie górny limit dostępnych serii, aby wygrać potyczkę jedna drużyna musi wyeliminować opozycję z gry dwa razy tj. zdobyć 20 wiketów. W innym wypadku jest po prostu remis. Używając analogii piłkarskiej: dwie drużyny grają np. półtora godziny bez przerwy i wygrywa ekipa, która pierwsza zdobędzie pięć bramek. Jeżeli żadna tych pięciu goli nie strzeli to mecz najzwyczajniej kończy się remisem.

Rzut monetą (ang. toss) poprzedza rozpoczęcie gry. Kapitan, który odgadnie poprawnie może wybierać czy wchodzić na bieżnię i zdobywać punkty battingiem, czy też od razu zaatakować. Ta decyzja uzależniona jest od warunków pogodowych, specyfiki bieżni itp. Zmagania zaczynają się o 11.00 rano, następnie jest lunch o 13.00 (40 minut), pózniej przerwa na herbatę o 15.40 (20 minut), gra danego dnia powinna zakończyć się o 18.00. Jeżeli były jakiekolwiek opóźnienia, a światło dzienne pozwala na dalszą grę, to sędziowie mogą przedłużyć mecz do 18.30. W formacie Testowym obowiązuje  minimum serii, które należy rozegrać podczas jednego dnia tj. 90, dodatkowo po 80 seriach drużyna atakująca ma także możliwość pobrania nowej piłki (tzw. cherry w angielskim slangu krykietowym).

Następujące kraje to Nacje Testowe (ang. Test Nations): Anglia, Australia, Bangladesz, Indie, Nowa Zelandia, Pakistan, Republika Południowej Afryki, Sri Lanka, West Indies, Zimbabwe. Obecnie (drugi tydzień grudnia 2015) w rankingach Testowych International Cricket Council prowadzi RPA, na drugim miejscu są Indie, na trzecim Australia, a Anglia plasuje się zaledwie na piątej pozycji.

Improwizowany mecz w formacie Testowym został rozegrany w Polsce 10 października 2015 na warszawskim Hutniku. Zorganizowany przez Warsaw Hussars CC jako uwieńczenie sezonu letniego 2015. Aczkolwiek mecz trwał zaledwie pięć godzin, a nie pięć dni, to jednak wszyscy biorący w nim udział mieli szansę poczuć przynajmniej namiastkę tego fascynującego formatu gry. Mimo tego, iż Varsovia Test zakończyl się remisem należy odnotować, że dwóch batsmenów – z przeciwnych drużyn – zdobyło odpowiednio 60 i 80 sprintów. Być może były to dwie pierwsze polskie półsetki (ang. half century) w formacie Testowym.

Jerzy ‚Jurand’ Suchodolski

7 grudnia 2015

Komu Bije Dzwon

Pierwszy Mecz Testowy z Republiką Południowej Afryki za niecałe cztery tygodnie. Kadra kierownicza angielskiego zespołu zrobiła roszady w drużynie zaraz po zakończeniu Serii z Pakistanem. Rozstania: Ian Bell (batsman), Adil Rashid (miotacz). Powroty: Gary Ballance (batsman), Nick Compton (batsman, okazjonalny miotacz), Mark Footitt (miotacz).

Oficjalny skład na Serię z RPA wygląda następująco (kapitan na czele, później alfabetycznie): A Cook (hrabstwo Essex), M Ali (Worcester), J Anderson (Lancaster), J Bairstow (York), G Ballance (York), S Broad (Nottingham), J Buttler (Lancsaster), N Compton (Middlesex), M Footitt (Surrey), A Hales (Nottingham), C Jordan (Sussex), S Patel (Nottingham), J Root (York), B Stokes (Durham), J Taylor (Nottingham), C Woakes (Warwick).

Można jedynie domniemywać kto wyjdzie z Cookiem w duecie otwierającym. Prawdopodobnie będzie to Ballance, być może Hales. Ciekawym jest także powołanie miotacza Footitta, który był już w rozszerzonym składzie na ostatnią Serię Ashes, nie dostał jednak szansy aby się sprawdzić. Przez lata grał w drużynie hrabstwa Derby, niedawno przeszedł do Surrey. Kredyt jednak za rozwój tego zawodnika całkowicie należy się tym pierwszym. Szybki, leworęczny i bezkompromisowy miotacz. Jeżeli będzie w stanie opanować psychologiczne aspekty gry na tym poziomie to z pewnością dużo pokaże na scenie międzynarodowej.

Wracając do Bella. Był kiedyś bierzmem zespołu angielskiego. Wychodząc na pole gdzieś w środku sekwencji zazwyczaj ratował sytuację i tym samym selekcjonerzy wpadli na pomysł, aby pojawiał się na scenie wcześniej. Niestety awans na trzecią lokatę w kolejce był po trosze przekleństwem. Jako  kamień węgielny nie wytrzymał presji. To bardzo wymagająca pozycja – tak fizycznie jak i psychicznie. Batsman ten wkracza na bieżnię po tym jak ktoś z pierwszej dwójki został wlaśnie wyeliminowany. Dla miotaczy jest to zew krwi, tak jak pierwsza powalana ofiara dla watahy wilków osaczających stado rogacizny. Oto wyniki, które Bell osiągnął w ostatnich ośmiu Meczach Testowych. W Ashes 2015 (chronologicznie):  1 & 60 (jako numer 4), 1 & 11 (4), 53 & 65 (jako numer 3), 1 (3), 10 & 13 (3). Następnie Seria versus Pakistan: 63 & 5* (jako numer 3 i później 6, gwiazdka oznacza, że nie został wyeliminowany), 4 & 46 (3), 40 & 0 (3).

Anglia przylatuje do RPA 11 grudnia 2015. Na początek dwa rozgrzewkowe sparingi z eklektycznymi zespołami (tzw. SA Invitation XI). Następnie cztery Testy pod rząd; pierwszy 26-30 grudnia 2015, drugi 2-6 stycznia 2016, trzeci 14-18 stycznia i czwarty 22-26 stycznia. Jako przerywnik mecz ‚turystyczny’, oraz na zakończenie pięć spotkań ODI plus trzy T20. Ostatni mecz odbędzie się 21 lutego 2016. W połowie kwietnia 2016 zwyczajowo zaczynają się rozgrywki w ramach Mistrzostw Hrabstw już w samej Anglii, ktore także odbywają się w formacie Testowym. W tym przypadku mecze trwają cztery dni.

Jerzy ‚Jurand’ Suchodolski

29 listopada 2015

Z Prochu Powstaniesz

W zeszłym tygodniu (17 listopada 2015) Mitchell Johnson przeszedł na emeryturę tzn. wycofał się z rozgrywek międzynarodowych. Pamiętam go doskonale z Pierwszego Testu Ashes, który odbył się w lipcu tego roku, w walijskim Cardiff. W pierwszym wejściu – kiedy to Australia była w ataku – schodził po każdej swojej serii na long on (pozycja na krawędzi boiska, po lewej stronie praworecznego batsmana) aby odpocząć. Miałem miejsce w drugim rzędzie, tuż za tym stanowiskiem.  Oto miotacz, który wprawiał batsmanów drużyny przeciwnej w przerażenie, teraz żartował z kibicami i dopytywał Australijczyków siedzących obok o wynik meczu rugby, który toczył się właśnie też w Walii, ale tej Nowej Południowej.

Paradoksalnie w Cardiff bardziej zabłysnął mając bat w ręku. Do setki (ang. century) jednak dobił miotając tzn. oddał 100 sprintów i nie zdobył ani jednego wiketa. W tym momencie mocno wroga angielska gawiedź zaczęła dość ironicznie buczeć. Johnson w odpowiedzi zdjął czapkę i pocałował godło – tak jakby właśnie zaliczył dwusetkę i to w dodatku emfatycznie wybijając szóstkę. Warczenie tłumu automatycznie przerodziło się w śmiech. Historyczna scena. Kwintesencja krykieta.

Najbardziej jednak będę pamiętał Johnsona z jego dorobku w Drugim Teście podczas przedostatniej Serii Ashes (2013-14). Oglądałem ten mecz na żywo, w Polsce piąta nad ranem, a w Adelaide Mitchell Johnson dziesiątkuje  Anglię. Dosłownie. W dodatku tylko jedną ręką, i to lewą. Zdobył 7 (sic!) wiketów i oddał tylko 40 punktów w 17.2 seriach. Anglicy byli bezradni. Johnson odsyłał ich wszystkich do pawilonu jak uczniaków i to z bardzo niskimi notami: Cook za 3, Stokes za 1, Prior 0, Broad 0, Swann 7, Anderson 0, Panesar 2. Australia wygrała ten Test różnicą 218 sprintów; a całą serię 5-0. Meżczyźni kontra chłopcy.

Johnson jest już kolejnym z tej dotychczasowo stałej ekipy australijskiej, która przez ostatnią dekadę toczyła regularne boje z Anglią. Po ostatnim meczu w tej minionej, przegranej, Serii Ashes z rozgrywek międzynarodowych postanowił wycofać się Michael Clarke (batsman i ówczesny kapitan), ten kiedyś tak czujny stróż Brad Haddin (ang. wicket keeper) został de facto odsunięty po jego niefortunnym występie w rzeczonym Cardiff. Następnie Chris Rogers (batsman z duetu otwierającego), oraz Ryan Harris (miotacz), Shane Watson (zawodnik uniwersalny ang. all rounder) także postanowili usunąć się z pola.

Jestesmy świadkami zaistej zmiany warty. Następna Seria Ashes zaczyna się w listopadzie 2017 roku na Antypodach. To aż, albo tylko, za dwa lata. W kuluarach muszą być już gotowi następcy, którzy z pewnością nie mogą się doczekać, aby wziąć odwet za tegoroczną przegraną i odzyskać tę miniaturową urnę zawierającą prochy angielskiego krykieta.

Jerzy ‚Jurand’ Suchodolski

22 listopada 2015